2012/10/26

Jesteś moim oddechem, moim powietrzem . . .



Umieramy. Umieramy z miłości. Łapczywie chwytamy emocje, znajdujemy schronienie w czyichś ramionach. Mimo wszystko umieramy. Umieramy z tęsknoty, z krwawiącym sercem i rozbitym życiem. Umieramy szczęśliwi, smakując ukochanych ust, otulając się ukochanym oddechem. Bez względu na to, czy kochamy szczęśliwie, czy też nie, zawsze umieramy z miłości. Ja też umieram, Zbyszku. Umieram z miłości.

Chciałam być silna, chciałam umieć żyć bez Ciebie. Chciałam o Tobie zapomnieć. Wymazać z pamięci Twoje pocałunki, Twój dotyk, Twoje słowa. Nie potrafię. Nie umiem o Tobie zapomnieć. Mam pracę, pieniądze, swoje pasje. Jednak nie potrafię żyć bez Ciebie. Nie widzę sensu w piciu w pojedynkę kawy. Nie chce zasypiać w samotności. Nie chcę widzieć Cię tylko w snach. Tuż po Twoim wyjściu zrozumiałam, że bez Ciebie nigdy nie będę szczęśliwa.

I chyba właśnie dlatego siedzę teraz w pustym przedziale pociągu. Nikt tak jak Ty nie potrafi mnie wkurzyć. Nikt tak jak Ty nie potrafi też mnie rozbawić. Niczyje usta nie smakowały tak dobrze jak Twoje. Nikt w życiu nie patrzył na mnie z taką czułością jak Ty. Tylko Ty skrzywdziłeś mnie w życiu tak mocno, ale tylko Tobie jestem w stanie to wybaczyć.

Mogę się oszukiwać. Mogę po raz kolejny w życiu udawać, że jest mi bez Ciebie dobrze. Mogę już zawsze przed Tobą uciekać. Tylko wiem, że to nie ma sensu. Kiedyś znów byś mnie dopadł. Znalazł wśród zakłamanych myśli, z pustym sercem, krzyczącym Twoje imię. Kiedyś nasze drogi ponownie by się skrzyżowały. I wtedy nie potrafiłabym spojrzeć Ci w oczy. Nie potrafiłabym udawać, że przez ten cały czas byłam szczęśliwa, że mi Cię nie brakowało. A brakowałoby mi Cię jak cholera. Wiem o tym, Zbyszku.

I stoję teraz przed Twoim mieszkaniem. Drżącymi dłońmi naciskam na klamkę drzwi, które poddają mi się bez oporu.  Z salonu dochodzą mnie dźwięki piosenki Myslovitz, która cały dzień krążyła mi po głowie. Opieram się o futrynę i patrzę na Ciebie. Leżysz na kanapie z zamkniętymi oczyma. Napinasz mocno mięśnie twarzy. Między brwiami pojawia się mocna bruzda, którą pragnęłabym wygładzić pocałunkami.

- Krzysiu, od kiedy wyszedłeś nic się nie zmieniło. Nie zadzwoniła, nie napisała, nie przyjechała. A ja nadal ją kocham. Tak jak dwie godziny temu, a nawet mocniej.
- Zmieniło się Zbysiu.

Zrywasz się na nogi. Spoglądasz na mnie tym swoim zdziwionym zielonym wzrokiem. Stoisz niczym słup soli, zupełnie jakbyś nie był w stanie ruszyć żadnym z mięśni. Tak, jakby praca, którą wykonuje teraz Twoje głośno bijące serce, pochłaniała całą Twoją energię.

- Madzia, jesteś w końcu. Pozwól mi teraz wszystko wyjaśnić, pozwól powiedzieć jak bardzo cię kocham...
- Cii... To nie ma dla mnie znaczenia. Wiem, że mnie nie zdradziłeś. Wierzę ci. Błagam cię tylko, nie oszukuj mnie nigdy więcej. Bądź szczery i kochaj. To wszystko.

Szybkim ruchem znalazłeś się obok mnie. Wpatrujesz się teraz w moje oczy. Ja w Twoich widzę skruchę i miłość. Delikatnie całujesz mnie w usta.  Wtulam się w Twoje ramiona i jedyne czego tak na prawdę chcę, to czuć ich bliskość już do końca życia. Już na zawsze mieć Cię przy sobie. Na zawsze być szczęśliwa.

- Madzia, kocham cię. Kocham najbardziej na świecie.
- Kiedy wyszedłeś, zdałam sobie sprawę, że nie chcę żyć bez ciebie. Zrozumiałam, że nigdy nie pokocham już nikogo tak mocno jak ciebie. Jesteś moim oddechem, moim powietrzem.
- Brakowało mi ciebie. Każda minuta bez ciebie pozbawiała mnie oddechu.

Nie wiem, czy będziemy ze sobą już zawsze. Nie wiem, czy wytrwamy we wspólnym oddechu. Nie wiem czy Bóg będzie dla nas łaskawy, ale między nami widać tą Jego Iskrę, która oświetlać nam będzie każdy wspólny dzień. Nie wiem jak długo będę budzić się przy Twoim boku. Nie wiem jak długo pozwolisz mi pić kawę ze swojego kubka. Nie wiem, Zbyszku. Wiem jednak, że zawsze będę Cię kochać. Tak samo mocno jak Ty kochasz mnie.

Nie czekałam na Twój powrót, bo tym razem to ja musiałam wrócić, Zbyszku. Teraz wiem, że to Twoich pocałunków pragnęłam. Marzyłam tylko o Twoim dotyku.  To na Ciebie zawsze czekałam, Zbyszku. Jesteś moim oddechem, tak jak ja Twoim…

_____________________________________________
Witam :)
Widzimy się tutaj po raz ostatni. Przypomnę tylko, że całe opowiadanie dedykowane jest Melody :)
Trochę ciężko rozstać mi się z tą historią, ze Zbyszkiem i Madzią, w szczególności z jej uczuciami.
Dziękuję Wam wszystkim za Waszą obecność tutaj. Dziękuję Wam Wszystkim i każdej z osobna, za każde słowo wpisane w komentarzach. Już nie długo będę mogła zaprosić Was na nowe opowiadanie. Trzymajcie się cieplutko :* I do zobaczenia :)
Pozdrowienia z Miasta Siatkarskich Mistrzów Polski :****


2012/10/20

Bez Ciebie nie potrafię normalnie oddychać . . .


Przeraźliwie tu pusto. Nie ma Cię. Nie spoglądasz już na mnie swoimi zielonymi tęczówkami. Moje usta bez Ciebie są takie samotne. Nie mam siły. Nie mam już siły, Zbyszku. Zaufałam Ci po raz kolejny. Uwierzyłam w to, że mnie kochasz. Byłam pewna. Byłam pewna, że tym razem mnie nie skrzywdzisz.

Twoje ramiona były moim schronieniem. Były niczym spokojna przystań na wzburzonym morzu. Teraz Cię nie ma. I nigdy już nie pojawisz się w moim życiu.

Obmywam opuchniętą twarz. Nosi na sobie ślady mojego uczucia, bólu rozstania. Jest wręcz dowodem cierpienia. Chciałabym umrzeć. Umrzeć z miłości. Uwolnić się od tego wszystkiego. Od myśli, które rozsadzają mi głowę. Od wspomnień, które katują mi duszę. Uwolnić się od Ciebie, Zbyszku. Od smaku Twoich ust, od zapachu skóry, od delikatności dotyku.

Siedzę sama, skulona od samotności. Od bezradności, która powoli mnie osacza. Otulona zapachem Twojej koszuli. Rozpamiętująca nasze najpiękniejsze chwile. Wspólne dni, noszące Twoje imię. Kiedyś mój świat wyznaczał rytm Twoich oddechów. Dzisiaj to ja przestałam oddychać. Przestałam oddychać z chwilą, w której pojawiła się ona.

Kim dla Ciebie byłam? Dlaczego pozwoliłeś mi uwierzyć  w to, że mnie kochasz? Dlaczego pozwoliłeś mi się przyzwyczaić do swojej obecności, Zbyszku? Wystarczyło powiedzieć. Nie musieliście mnie tak upokarzać. Nie musieliście oszukiwać. Ty nie musiałeś oszukiwać. Mogłeś odejść. Pozostawiłbyś po sobie pustkę, rozczarowanie. Płakałabym. Płakałabym tak jak dziś. Mój szloch odbijałby się od ścian tak jak teraz. Ale nie czułabym takiego bólu jak teraz. Bólu, który rozrywa serce. Kaleczy duszę. Bólu, który zajmuje każdą komórkę ciała. Kim dla Ciebie byłam? Dlaczego pozwoliłeś mi uwierzyć, że ta miłość ma sens.

Uciekłam. Uciekłam od Twojej obecności, ale nie uciekłam od Ciebie. Nie potrafię przestać o Tobie myśleć. Mimo tego, ze mnie skrzywdziłeś nadal Cię kocham.

Ktoś niemiłosiernie się do mnie dobija. Dudnienie w drewno potęguje tylko ból głowy. Nagle stajesz w moich drzwiach. Na Twojej twarzy widać zmęczenie. Zmęczenie podobne do mojego. Tak jakby te wszystkie godziny rozłąki ciążyły Ci tak samo jak mi. Stoisz przede mną. Wpatrujesz się we mnie najsmutniejszym wzrokiem. Tak bardzo chciałabym rzucić się w Twoje objęcia. Tak bardzo chciałabym uwierzyć w to, że nie miałam powodu żeby uciekać.

- Madziu, proszę cię, wysłuchaj mnie. Pozwól sobie to wszystko wyjaśnić. Proszę daj mi szansę to wszystko wyjaśnić.
- Zbyszek, proszę cię, daruj sobie. Po co tu przyjechałeś? Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? Nie mam ochoty słuchać o twoim nowym związku. No chyba, że byłeś z nią przez cały ten czas? Jak długo trwała ta farsa, co?

Walczę ze łzami. Nie dam Ci tej satysfakcji. Nie pozwolę, żebyś patrzył na mój płacz, żeby widział mnie w chwili słabości. Przecież Ty nie myślałeś o moich łzach spotykając się z nią.

- Madziu, to nie tak.
- A jak? Zabawiłeś się mną. Pozwoliłeś uwierzyć, że mnie kochasz. Do cholery, po co?
- Ja cię kocham. I doskonale wiesz, że gdyby tak nie było, nigdy bym ci tego nie powiedział. Nie jestem z Aśką. Nic mnie z nią nie łączy. Traktowałem ją jak przyjaciela. To ona mnie pocałowała. Nie chciałem tego, przysięgam.
- Zbyszek, czego ty teraz ode mnie oczekujesz?
- Wróć. Wróć ze mną, wróć do mnie.
- Co ty sobie wyobrarzałeś przyjeżdżając tu? Że rzucę ci się na szyję? Że od tak ci wybacze i będziemy mogli udawać szczęśliwych? Oszukałeś mnie.
- Madziu, błagam wybacz mi.
- Nie Zbyszek, nie potrafię. Dzięki, że przyjechałeś, ale idź sobie proszę.

O dziwo posłuchałeś. Zacisnąłeś dłonie w pieść i wyszedłeś. Przez okno zobaczyłam jak obcierasz wierzchem dłoni łzę. Siedzisz teraz w swoim audi przed blokiem i wygląda jakbyś nie miał zamiaru odjechać. Nie, jednak odjechałeś.

Mam spotkanie z Tobą, na szczęście już za sobą. Tylko dlaczego nie jest mi lżej. Dlaczego nie jest mi łatwiej egzystować. Dlaczego w mojej głowie wyrył się Twój obraz. Twój uśmiech. Dlaczego bez Ciebie nie potrafię normalnie oddychać. 

Gdybym mogła. Gdybym tylko potrafiła Ci wybaczyć. Gdybym umiała zapomnieć. 

I nagle uświadamiam sobie, że cztery ściany, w których się tu zamknęłam są obce. Uświadamiam sobie, że każde miejsce na Ziemi, które pozbawione będzie Twoich ramion takim będzie. Kim jestem bez Ciebie? Przecież to Ty tworzysz dopełnienie mojej osoby.

Nie zważając na pogodę łapię pospiesznie torebkę i uciekam z mieszkania.


______________________________________________________
Siemankoo :)
No i mamy ostatni :)
Jeszcze tylko epilog :D 
Dziękuję Wam bardzo za komentarze :)
Pozdrowienia z Miasta Siatkarskich Mistrzów Polski.

2012/10/13

Każda minuta bez Ciebie pozbawia mnie oddechu . . .


Przeraźliwie tu pusto... W powietrzu nie unosi się już Twój śmiech. Nie marszczysz czoła nad kolejnym projektem, nie przecierasz zmęczonych oczu. Nie całujesz mnie. Wyjechałaś. A ja od chwili, w której uzmysłowiłem sobie, że po raz kolejny Cię straciłem, nie mogę znaleźć sobie miejsca.

Uciekłaś. Po raz kolejny uciekłaś ode mnie. Po raz kolejny po cichu spakowałaś swoje rzeczy i odeszłaś bez słowa. Nie dałaś szansy. Nie dałaś szansy nam. Nie dałaś szansy mi, żebym cokolwiek mógł wytłumaczyć. To wszystko, co wydarzyło się wczoraj, stało się zbyt szybko. Zaufałem. Zaufałem nie tej osobie, co trzeba. Miała być przyjacielem, powiernikiem. Stała się przekleństwem. 

Patrzę na śpiący Rzeszów przez pryzmat wypitych kieliszków. Wódka pali w usta, parzy gardło, ale nie zmyje mojej winy. Mogłem zrobić cokolwiek. Mogłem ją odepchnąć, kazać spieprzać. Cokolwiek. Mogłem pobiec za Tobą. Mogłem. A zamiast tego stałem jak słup soli. Jak jakiś głupek, próbujący sobie wmówić, że nic wielkiego się nie stało. A stało się. Przez własną głupotę straciłem Ciebie.

Nie wiem, gdzie jesteś, Madziu. Po raz kolejny w życiu Cię szukałem. I po raz kolejny w życiu słuch o Tobie zaginął. Nikt nie wie. Cholera, nikt nie wie, gdzie pojechałaś. Zostawiłaś kilka swoich rzeczy. I siedzę. Siedzę na ukochanym przez Ciebie parapecie, przytulając się do Twojego swetra. Czuć na nim zapach Twoich perfum. Czuć go tak wyraźnie, jakbyś siedziała obok mnie.

Szukałem Cię wszędzie. Byłem w Twoim biurze, w Twojej ulubionej kawiarni, na plantach. Byłem nawet u Twoich rodziców. Byłem u siebie, pół nocy czekałem na Ciebie w Twoim mieszkaniu. Pusta szafa wyraźnie jednak krzyczała, że nie wrócisz. 

Jak mam bez Ciebie żyć? Powiedz mi, jak, skoro każda minuta bez Ciebie pozbawia mnie oddechu, Madziu.

Do głowy wkrada się myśl, że nie sprawdzałem jeszcze u Ignaczaków. Dzwonię po taksówkę i po kilku minutach zmierzam pijanym krokiem w stronę drzwi przyjaciela. Otwiera mi zdziwiony. Nie ma Cię u niego. Zaprasza mnie do środka, sadza w fotelu i wpatruje się we mnie dziwnym wzrokiem.
- Powiedz to, Krzysiu.
- Spieprzyłeś to. Co ci wpadło do tego głupiego łba? Czy ty myślałeś, że Magda się o niczym  nie dowie?
- Krzysiu, to nie tak. Ona nie miała się o czym dowiadywać.
- Stary, wiesz na czym polega sukces związku mojego i Iwony? Szczerość. Doskonale wiesz, ze życie ze sportowcem to wieczne rozstania, przeprowadzki, życie na walizkach. Wiesz doskonale, że to często rezygnowanie z jakiejś części własnego życia dla nas. I Magda to zrobiła. Zrezygnowała z części siebie dla ciebie, a ty się po prostu na to wypiąłeś.
- To wszystko nie jest takie proste. Dla Aśki chciałem być tylko przyjacielem. Możesz mi wierzyć, albo i nie, ale właśnie tak było. Spotkałem się z nią, czasem zadzwoniła, ale nic więcej. Nie wiem co jej odbiło na Podpromiu. Nie dała mi szansy, żeby jakoś zareagować. Zresztą co miałem zrobić. Wywrzeszczeć jej przy kilku tysiącach osób, ze już nic nas nie łączy i nigdy nie będzie łączyć, bo ja kocham Magdę?
- Zbyszek, a ty się zastanowiłeś jak poczuła się w tym wszystkim Magda? Czy przez moment pomyślałeś w jakiej sytuacji ona została postawiona? Najpierw nie mówisz jej, że spotkałeś się z Aśką. Później ta akcja na hali, a ty nawet nie reagujesz. Nie przyszło ci do głowy, że ona poczuła się zwyczjnie oszukana?
- Krzysiek, kurwa, gdybym mógł cofnąć czas...

Kładę się w gościnnym pokoju przyjaciela. Przyciągnąłem tu ze sobą ten Twój sweter, którego obecność sprawia, że powoli zaczynam wierzyć, że to wszystko stało się naprawdę. Nie wiem co zrobię jutro. Nie pozwolę jednak, żeby ta historia tak się skończyła. Za dużo już razem wycierpieliśmy, zbyt wiele czasu spędziliśmy w pojedynkę. Za bardzo się kochamy.

Wstaję wczesnym rankiem. Iwona wita mnie zapachem kawy i jajecznicą parującą z talerza. Mam wrażenie, że nie jestem tu mile widziany, w końcu jesteś jej przyjaciółką. Uśmiecha się jednak delikatnie do mnie, mówi, że Krzysiek wszystko jej opowiedział. Przynajmniej ona trzyma za nas kciuki.

- Zbyszek, do naszej nocnej rozmowy uważałem cię za największego skurwiela jakiego znam.
- Krzysiu, wiem...
- Poczekaj. Teraz już wiem, że Madzia nie będzie z nikim taka szczęśliwa jak z tobą, bo nie wiem za co, ale ona cię kocha. Tylko nie krzywdź jej więcej.

I wcisnął mi do ręki małą karteczkę z nazwą lubelskiej ulicy. Nie musiał mówić nic więcej. Uścisnąłem mu jeszcze tylko rękę i pobiegłem w stronę swojego mieszkania. 

Nie liczyłem na to, że ponownie pojawisz się w moim życiu. Nie spodziewałem się Twoich pocałunków, miłości. A teraz zaczynam się uśmiechać. Jeszcze nie wiem, czy mnie wysłuchasz, ale mam nadzieję. A teraz jadę po Ciebie, Madziu. Jadę, bo mój świat bez Ciebie przestał istnieć.

________________________________________
Witam Was moje kochane :)
Dziękuję Wam za ciepłe słowa :) w komentarzach.
Do następnego :)
Pozdrowienia  z Miasta Siatkarskich Mistrzów Polski :***

P.S. Widziałyście blog Bartmana?? Padłam :D Ktoś tu chyba Igle pozazdrościł :P

2012/10/06

Oddaję ostatni oddech . . .


Ostatnio mamy mało czasu dla siebie. Mam coraz więcej zleceń. Powinnam się cieszyć, ale oznacza to, że nie mam czasu na wspólne kolacje i spacery. Pomagasz mi, donosząc kubki kawy, przygotowując śniadania. Nawet pralkę nauczyłeś się obsługiwać. Przed snem niczym mantrę powtarzasz mi, że mnie kochasz.

Jestem jednak ostatnio poddenerwowana. Przedwczoraj wróciłeś z Warszawy. Graliście z Politechniką. Jednak swój czas w stolicy podzieliłeś nie tylko na grę i odwiedziny rodziców. Spotkałeś się też z nią. W internecie aż roi się od waszych wspólnych zdjęć. Niby tylko siedzicie na kolacji, w jakiejś knajpce, ale w sercu zagnieździło się ziarenko zazdrości. I te nagłówki, które informują o kryzysie w naszym związku i Twoim pocieszeniu w jej ramionach. Staram się odsuwać te myśli, ale one wciąż wracają jak bumerang. Nie dają spokoju, osaczają, męczą. 

Próbujesz robić dobrą minę do złej gry, bo wiesz, że jestem zła. To z plotkarskich stron wyczytałam o waszym spotkaniu. Nie wspomniałeś mi o tym ani słowem. Zaczynam się zastanawiać, czy miałeś ku temu powód, Zbyszku.

Delikatnie wtulam się w plusz koca. Zjawiasz się w drzwiach salonu z miną zbitego psa. Naiwnie myslisz, że to Ci w czymś pomoże.  Nie, nie pomoże Ci to w niczym. Zawiodłam się na Tobie. Jednak potrzebuję Twojej bliskości, więc wtulam się w Twoje ramiona i smakuję Twoich ust. 

Dzisiaj jest Twój mecz. Gracie z Treflem, czarnym koniem tegorocznych rozgrywek. Jakieś dziennikarskie szumowiny robią sensację, przy wejściu do hali, z naszego wspólnego przybycia. Jeszcze namiętnie całuję Cię, życząc powodzenia. Zmierzam w kierunku swojego miejsca i czuje jak nagle wielka gula staje mi w gardle. Uśmiecham się do niej szyderczo, skłaniając głową na powitanie. Siadam, zakładam szalik i witam się serdecznie z Iwonką i Kasią, które właśnie przyszły z dzieciakami. Kątem oka widzę jak ta Twoja ex Żyrafa świdruje mnie wzrokiem. Czuję się niepewnie. Nie wiedziałam, że ona tutaj będzie. Teraz już rozumiem, skąd takie zamieszanie przy wejściu. Dwie dziewczyny Zbigniewa Bartmana w jednym miejscu. 

Rozpoczyna się mecz. Walczycie o każdą piłkę, Maciek nigdy chyba nie rozgrywał tak dobrze jak teraz. Po raz kolejny gubicie blok, jesteście nieomylni w zagrywce. Mecz nie mógł skończyć się inaczej, jak szybkim zwycięstwem Resovii. Uśmiechasz się w moją stronę. Odbierasz nagrodę dla MVP. Idziesz się rozciągać. I właśnie wtedy to wszystko się wydarza.

Czuję jakby była to tania komedia romantyczna w kiepskim wydaniu. Nagle ktoś wyłączył w niej dźwięk, a jedyne co brzmi w moich uszach to jakiś nienaturalny pisk. Do oczu napływają mi łzy, ale dzielnie z nimi walczę. W klatce piersiowej czuję wbity sztylet. Oddaję ostatni oddech. Jakimś cudem przez bandy reklamowe na boisko wbiegła ona intensywnie Cię całując. Nie reagujesz. Tak, jakby było to naturalne. Wśród publiczności rozbiły się gromkie brawa. Tylko kilka osób spogląda niepewnie na mnie. A ja stoję sparaliżowana. Bezradnością. Smutkiem. Pękniętym sercem. 

Iwona patrzy na mnie zdziwiona. Coś do mnie mówi, ale nie jestem w stanie zrozumieć sensu jej słów. Chyba widzi co się ze mną dzieje, bo woła dzieciaki i łapiąc mnie za rękę zaprowadza do swojego samochodu.
- Iwonka, muszę wyjechać.
- Magda, przecież miałaś walczyć! Do cholery, sama mi mówiłaś, że go kochasz!
- Kocham... Miał pół roku, miał cholerne pół roku na to, żeby się zdecydować. Nie potrafił... Teraz ja zdecyduję za niego. Biorę w pracy urlop i wyjeżdżam.
- I gdzie ty pojedziesz?
- Nie wiem... Wiem. Do Lublina. Podam ci adres. Możesz do mnie kiedyś przyjechać.

W ciągu dwudziestu minut spakowałam całe swoje życie w jedną torbę. Kiedyś całe moje życie miało dwa metry wzrostu. Zielone oczy. Miało uśmiech. Pachniało szczęściem. 
Wsiadam do pierwszego pociągu. Siadam w pustym przedziale, przy oknie. Przed oczami przesuwa mi się krajobraz. Mijam granice mojego miasta. A z oczu coraz bardziej płyną mi łzy. Powinnam teraz siedzieć na parapecie, pić z Twojego czerwonego kubka herbatę i krzywić się, że znowu mi ją przesłodziłeś. Ty powinieneś siedzieć obok, na kanapie, powinieneś żartować, śmiać się z moich zimnych stóp. Powinnam położyć się do mojego łóżka, otulona Twoim zapachem, przytulona do Twojego torsu. Powinieneś całować mnie w czoło, mówić, że mnie kochasz.

Nigdy nie czułam się tak upokorzona jak teraz. Po co kłamałeś. Po co mówiłeś, że mnie kochasz. 

Umieram, Zbyszku. Umieram z żalu. Ile warte jest moje złamane serce? Kilka pocałunków, dotyków, gestów. Za taką cenę przyszło mi przeżywać ten ból. Uciekam, Zbyszku. Po raz kolejny uciekam. Od Ciebie. Od Twoich zielonych oczu. Uciekam od tej miłości. Każde Twoje spojrzenie, każdy dotyk, pocałunek. Wszystko wyryło się głęboko w mojej duszy. Wszystko wokół nosi Twoje imię. Wszystko naznaczone jest Twoją obecnością. I ten ostatni z Tobą pocałunek. Jakbyś miał usta z zrozżarzonych węgli, które pozostawiły na moich wargach rany. 

Łzy powinny przynieść ukojenie. Jednak one niosą za sobą jedynie wspomnienia. Najpiękniejsze wspomnienia. I gorycz. Gorycz porażki. Smutek opuszczonego serca.

___________________________________
Witam :)
Dziękuję oczywiście za wszystkie komentarze :D
Kochane, uwierzcie, ale taka miłość też może istnieć :) Znam parę, która mimo upływu czasu właśnie tak kocha. Ja osobiście takiej miłości dopiero szukam :P, ale wierzę, że kiedyś ją znajdę. Tego samego Wam życzę :***
Pozostały nam jeszcze dwa rozdziały :)
Wielkie buziaki i pozdrowienia z Miasta Siatkarskich Mistrzów Polski :)

2012/09/30

Zapomniałam na moment, jak się oddycha . . .


Otwieram oczy. Słodko przygniotłeś mnie ciężarem swojego ramienia. Śpisz, a Twoje czoło marszczy się, w tak ukochany przeze mnie sposób. Budzisz się, witasz mnie pocałunkiem. Po moim ciele rozchodzi się delikatne mrowienie. Przepełnia mnie radość. Delikatnie się uśmiecham, odgarniając Ci włosy z czoła.

Dzisiaj Sylwester. Czas podsumowań. Wracam pamięcią do tych chwil, w których się poznaliśmy. Do momentu, w którym po raz pierwszy przekonałam się, że jesteś całym moim światem. Jak bardzo się zmieniliśmy. Byliśmy jak inni. Ludzie dążą do tego, aby mieć. Pędzą za dobrą pracą, lepszym wynagrodzeniem. Kupują samochody, mieszkania, domy. Z troską głaszczą nowe meble. Skaczą pod niebo, jadąc na wymarzone wakacje. Tylko co z tego? Przecież prawdziwe szczęście, daje nam dopiero dotyk dłoni ukochanej osoby, smak jej ust, czułe gesty. Na co nam piękne mieszkania, skoro mieszkamy w nich sami. Po co samochody, jeśli wyruszamy nimi w samotne podróże. Co nam  z wygodnych i pięknych mebli, jeśli siedzimy na nich w pojedynkę, a z ramek na zdjęcia szczerzy się do nas samotny uśmiech.

Ostatni rok przyniósł do mojego życia wiele zmian. Nienawidziłam Cię, Zbyszku. Nienawidziłam ze wszystkich sił. Byłeś dla mnie bolesnym wspomnieniem najszczęśliwszych dni mojego życia. Byłeś przeszłością, która odbijała się echem w moim złamanym sercu. Pojawiłeś się ponownie, rozwalając wszystko to, co sobie poukładałam na najdrobniejsze kawałeczki. Tyle, że ja dziś wiem, że nie rozburzyłeś wtedy mnie. Rozburzyłeś jedynie tą śmieszną otoczkę, tą dziwną Magdę , którą nie byłam, a którą próbowałam stworzyć.

Wielokrotnie zastanawiałam się, co stało by się, gdybyś nie pojawił się obok mnie tego wrześniowego wieczoru na ignaczakowym tarasie, gdybyś przeszedł wtedy obok mojej obecności obojętnie. Nie uśmiechałabym się teraz na widok Ciebie próbującego naprawić kran w kuchni. Nie witałabym każdego dnia w Twoich ramionach. Nie zatapiałabym się w Twoich oczach. Byłabym spokojna. Ułożona. Dużo bym pracowała. Nie jeździła na sankach. Nie chodziła na mecze z Twoim udziałem. Nie wychodziła bym z Twoim psem na spacer, nie zmywała po Tobie naczyń, nie prała Twoich ciuchów. Jednak jakie moje życie było by wtedy puste. Chociaż denerwuje mnie to, że skarpetkami częściej trafiasz na podłogę, niż do kosza z brudną bielizną, choć  nie potrafisz po sobie sprzątać, wiem, że Twój powrót był najlepszym, co mogło mi się teraz przydarzyć.
- Madzia, żyjesz? Bo nasz obiad już definitywnie nie - śmiejesz się ze mnie, bo przypaliłam coś po raz kolejny w tym tygodniu.
- Kochanie, mówiłam ci już kiedyś, że ja nie nadaję się do wspólnego mieszkania. Nie zostanę perfekcyjną panią domu
- Będziesz kiedyś idealną żoną, ale to ja będę gotował - całujesz mnie mocno z uśmiechem na ustach i dzwonisz zamówić nam coś do jedzenia.

Dzisiejszego wieczoru wybieramy się z resztą drużyny do jednego z rzeszowskich klubów. Ubrana w nową sukienkę poprawiam usta szminką. Wychodzimy, a Ty splatasz ze sobą nasze dłonie. Na nikim nie robi już wrażenia to, że pojawiamy się tu wspólnie. Dla każdego z naszych przyjaciół jes to oczywiste. Nie odstępujesz mnie ani na krok. Jesteś blisko, co chwile delikatnie mnie całujesz. Spędzamy ten wieczór tak, jakby miały to być ostatnie chwile w naszym życiu.

Zostają minuty do wybicia północy. Wychodzimy na zewnątrz z szampanem. Odliczamy ostatnie sekundy do zakończenia roku. Na niebie rozbłyskują się sztuczne ognie, a my składamy sobie nawzajem życzenia. Mocno mnie przytulasz, wpijasz się w moje usta.
- Kocham cię, Madziu.
Z wrażenia zaschło mi w gardle. Zapomniałam na moment, jak się oddycha.
- Ja ciebie też, Zbysiu. Ja ciebie też.

Przez ponad rok nie słyszałam tych słów z Twoich ust. Na tą chwilę czekałam od momentu, w którym zabrałeś mnie z tamtej ławki do swojego mieszkania. Jesteś moim ideałem. I mnie kochasz. Nie mają znaczenia piękne kompozycje, pokazujące się teraz na niebie. Bo co może być piękniejsze od Twoich wpatrzonych we mnie oczu, Zbyszku. Czuję sie najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Czekałam na te dwa słowa. Czekałam na nie tak długo. Było warto. Teraz czuję się lekka jak piórko. Tak jakby sens tych słów unosił mnie w powietrzu. 

Nad ranem wracamy pieszo ulicami Rzeszowa. Kocham to miasto. Kocham je prawie tak samo mocno jak Ciebie. Wtulam się w Ciebie i spoglądam na ośnieżone ulice, oświetlone blaskiem latarni. Stajemy na Moście Zamkowym. Wpatrujemy się w Wisłok. Nagle głośno krzyczysz, że mnie kochasz, i że jestem miłością Twojego życia. Słyszę te słowa po raz kolejny tego wieczoru, a po raz setny w swoim życiu. Nigdy nie zrobiły one jednak na mnie takiego wrażenia. Wiem, ze nie padły one z przyzwyczajenia, że nie powiedziałeś ich, bo tak po prostu wypadało. Wiem, że mocno je przemyślałeś, że jesteś ich pewien. Delikatnie całujesz mnie w czoło. Kocham Ciebie i wiem, że Ty kochasz mnie. Jak nie wiele potrzeba nam do szczęścia.
_____________________________________________
Siemankoo :)
Zbliżamy się powoli do końca tej historii. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze :*
Przepraszam za nieobecność u Was. Cierpię ostatnio na przewlekły brak czasu :) Obiecuję wszystko szybko nadrobić :)
Pozdrowienia z Miasta Siatkarskich Mistrzów Polski :)
Paulik :*

2012/09/24

Udawałam, że nie potrzebuję Ciebie, by oddychać . . .


Święta. Jestem opatulona smakiem makowca, zapachem choinki, ciepłem babcinej miłości. Rodzice spędzili z nami Wigilię, pierwszego dnia świąteczny obiad i wyjechali. Przecież prestiż i elitarne towarzystwo są ważniejsze, od jedynego dziecka. A przecież Święta powinno się spędzać wspólnie, wśród ludzi, których się kocha. Tylko dlaczego ich tu nie ma. I dlaczego nie ma tu Ciebie, Zbyszku?

Sięgam pamięcią do Świąt z poprzednich lat. Tych, które spędzaliśmy wspólnie. Kiedy świąteczne chwile dzieliliśmy na pobyt u dziadków i wyjazdy do Warszawy. Nawet moi rodzice  z okazji Świąt czynili Ci mniej uszczypliwości. U Ciebie w domu zasiadaliśmy przy stole z Twoimi rodzicami i siostrą. Mówiłeś mi wtedy, że tak będzie już zawsze. Mówiłeś, że każde Święta będziemy już spędzać razem. Ja, Ty, kiedyś nasze dziecko. Każde z nas o tym marzyło.

Stoję przy oknie. Oparta o kaflowy piec. Wpatruję się w zimowy krajobraz, płatki śniegu delikatnie otulające świat. Gdzieś pod nogami biega mi pies. Dzwonisz. Drżę, na sam dźwięk Twojego głosu. Pytasz jak mi się spało, opowiadasz o tym, co słychać u Twoich rodziców. Mówisz, że tęsknisz, że odliczasz minuty do Twojego powrotu.  Uśmiecham się. Ja też w końcu tęsknie. Zupełnie tak jak Ty, chciałabym poczuć teraz smak Twoich ust. Czekam. Znowu czekam na Twój powrót.

Cholernie mi Ciebie brakuje. Nawet bardziej niż w poprzednie Święta. Rok temu ignorowałam Twoje istnienie. Skupiłam się na spędzaniu czasu z rodziną. Udawałam, że nie potrzebuję Ciebie, by oddychać. Wtedy byłeś dla mnie przeszłością. A przynajmniej tak mi się wydawało. Teraz wiem, jak bardzo się myliłam.

Słyszę na podjeździe odgłos parkowania. Moje serce zamiera, by po chwili puścić się pędem w Twoją stronę. Nie mogę w to uwierzyć, ale pod domem widzę białe Audi. Twoje. Kąciki moich ust unoszą się do góry. Wysiadasz, spoglądasz niepewnie w stronę domu. Idziesz, delikatne przygarbiony. Niczym dochodzisz do drzwi, ja już w nich stoję. Wtulam się w Ciebie. Nagle zapach choinki zostaje wyparty przez Twoje perfumy. Twoje usta zabiły we mnie smak makowca. Babcina miłość też stała się mniej istotna. Mam przecież teraz Ciebie, Zbyszku.

Spoglądam pytająco w Twoje zielone oczy. Delikatnie się tylko uśmiechasz. A ja tonę. Ja z każdą sekundą coraz bardziej tonę w Twoim spojrzeniu.
- Nie mogłem się powstrzymać. Za bardzo za tobą tęskniłem…

Wpijasz się zachłannie w moje usta. A moje serce wywija fikołki. Cała unoszę się w powietrzu. Jesteś mi potrzebny. Potrzebuję Cię żeby iść dalej. Bez Ciebie stoję w miejscu, nie mogę się poruszyć w żadną ze stron. Jesteś każdą komórką mojego ciała, jesteś każdą myślą mojego umysłu. Jesteś częścią mnie. Moim szczęściem, które tak strasznie niepewnie się teraz we mnie wpatruje.

- Musiałem. Mam nadzieję, że babcia nie będzie zła? – pytasz, a ja wiem, że nawet gdyby nie w smak byłby jej Twój przyjazd poszłabym za Tobą.
- Zbysiu, przecież wiesz, że jesteś jej ulubionym wnuczkiem.

Zabieram Cię do stołu. Babcia całuje Cię delikatnie w czoło, tak jak zwykle ma w zwyczaju. Żartuje, że myślała, że się na nią obraziłeś, bo aż tak długo Cię tu nie było. Delikatnie łapiesz mnie za rękę, bawisz się moimi palcami. Wychodzimy przed dom, opieramy się o werandę. Delikatnie mnie przytulasz, całujesz w skroń, chowasz nasze splecione dłonie w kieszenie mojej kurtki. Moglibyśmy stać tak wiecznie, gdyby nie szczypiący w nos mróz.

Przygotowuję nam herbatę z rumem. Kładę się obok Ciebie. Obejmujesz mnie, gładzisz moją skórę, aż pod Twoimi palcami pojawia się gęsia skórka. Delikatnie całujesz mnie w ramię. Pytasz, czy cieszę się, że przyjechałeś. Żadne ze słów nie są w stanie oddać moich uczuć, więc tylko czule Cię całuję. Przyciągasz mnie bliżej siebie i mocniej zacieśniasz ramiona.

Nie wiem, czy kolejne Święta spędzimy wspólnie. Nie wiem, czy będziesz zawsze do mnie wracał z taką tęsknotą. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będę tak szczęśliwa, jak dziś. Wiem jednak, że zasypiam w ramionach najważniejszego mężczyzny w moim życiu. Wiem, że Cię kocham, Zbyszku.


_____________________________________________
Siemanko :)
Troszkę mnie tu nie było, ale strasznie zabiegana jestem ostatnio :) Dziękuję Wam bardzo za każde ciepłe słowo.
Dzisiejszy rozdział dedykuję Wam wszystkim :* I tym komentującym, i tym czytającym w 'ukryciu' :)
Pozdrowienia z Miasta Siatkarskich Mistrzów Polski :*
Paulik

2012/09/16

Moje serce bije przecież w rytm Twoich oddechów . . .


Siedzę na parapecie z kubkiem herbaty. Za oknem prószy śnieg. W powietrzu unosi się zapach piernika. Zbliżają się święta. W kącie salonu wesoło migoczą światełka choinki, którą wczoraj wspólnie ubraliśmy.

Właśnie wyjechałeś do Warszawy. Spędzić święta z rodziną. Chciałeś zostać w Rzeszowie, ale ja muszę pojechać do dziadków, a spędzanie kolacji wigilijnej z moimi rodzicami, nie jest najlepszym pomyłem. Oni od samego początku Cię nie lubili. Twierdzili, że ich córka, dobrze zapowiadający się architekt, zasługuje na kogoś lepszego niż siatkarz. Nie wiem dlaczego nie uwzględnili w tym moich uczuć. Moje serce bije przecież w rytm Twoich oddechów.

Moi rodzice zapomnieli o tym, że serce nie wybiera. Pamiętam ten dzień, w którym  przyjechałeś po raz pierwszy do mojego domu. Przywiozłeś matce bukiet białych lilii, których ona tak nienawidzi. Zmierzyła Cię tylko wzrokiem stwierdzając, że powinieneś dowiedzieć się, jakie kwiaty lubi. Tak jakbyś miał być wszechwiedzący. Ojciec stwierdził, że siatkarz to nie zawód. A jedynie chwilowe ‘widzimisię’ bez stabilizacji. Twoja forma też nie jest dla niego pewniakiem. Każdy kontrakt, nie jest przecież zawierany bezterminowo, więc tak naprawdę, nie wiadomo, czy za rok będziesz miał pracę. Nie było istotne to, że jesteś w Reprezentacji, bo przecież na następny sezon może zostać zakontraktowany nowy trener, który nie powoła Cię do kadry. Siedziałeś wtedy wpatrzony w nich, ze smutnym zielonym spojrzeniem. Cała pewność siebie, która biła od Ciebie, ulotniła się gdzieś w trakcie kilku zdań. Na nic zdała się moja linia obrony, którą wobec nich zastosowałam. Na nic zdało się moje tłumaczenie, że jesteś jednym z najlepiej rokujących siatkarzy młodego pokolenia. Dla nich, dwójki lekarzy, liczyły się zupełnie inne rzeczy. Wyszedłeś smutny, delikatnie całując mnie na pożegnanie.

Wyszedłeś, a w naszym domu rozpętało się piekło. Usłyszałam, że nie spodziewali się, że jestem aż tak nieodpowiedzialna. Zapytali mnie, jak ja sobie wyobrażam naszą wspólną przyszłość. Powiedzieli, że jeszcze kiedyś będę żałować swojego wyboru. Matka wykrzyczała mi, że kiedyś mnie zostawisz, bo inne rzeczy będą dla Ciebie ważne. Niczym policzek zabolały słowa, że to zawsze siatkówka będzie ważniejsza ode mnie. Ojciec włączył się do kłótni i wrzeszczał, że jak my mamy się w przyszłości dogadać. Ja, wykształcona, oczytana i Ty- siatkarz, dla którego najważniejsza jest siłownia. Nie rozumieli, że Ty jesteś niezwykle inteligentnym człowiekiem. Przecież Ty nawet na wakacje zabierałeś ze sobą masę książek, więcej ode mnie, a nasze rozmowy toczyły się na miliony przeróżnych tematów. Najbardziej jednak bolało to, że tak naprawdę Cię nie znali, a już wydali na Twój temat osąd. I nie chcieli Cię bliżej poznać.

Spakowałam się i w godzinę później siedziałam już w pociągu relacji Rzeszów-Warszawa. Z rozmazanym makijażem, musiałam wyglądać żałośnie pukając do drzwi Twojego mieszkania. Rozluźniłam swoje relacje z rodzicami, więc mieli zdziwione miny, kiedy wróciłam do nich po naszym rozstaniu. Matka miała zadowoloną minę, jedną z serii ‘A nie mówiłam’, ojca twarz nawet nie kryła satysfakcji. Na szczęście nie pytali, dlaczego wróciłam, z jakiego powodu nie jesteśmy już razem. Mimo to, nie miałam ochoty spędzać z nimi ani minuty. Ich słowa, że na pewno spotkam kogoś lepszego od Ciebie, działały niczym sól na ranę, na moje zbolałe, pęknięte serce.

Kładę się do łóżka, w którym pozostało po Tobie ciepłe miejsce. Zasypiam z myślą, że ja nigdy nie będę taka jak oni. Nigdy nie będę oceniać ludzi po pozorach, bo one często mylą.

Rano wybieram elegancką sukienkę, wsiadam do swojego samochodu. Jadę do babci, jedynej osoby w mojej rodzinie, która jest nam przychylna. Ona zawsze akceptuje moje wybory. Kiedyś powiedziała mi, że nie wolno kochać rozumem, a duszą i sercem. Bo gdy kocha się rozumem, to wyrachowanie, a nie miłość.

Przyklejam na twarz sztuczny uśmiech i wchodzę do domu, od którego aż bije ciepło. Chyba nawet mogę nazwać to miejsce moim prawdziwym domem. Udaję, że relację między mną a rodzicami są w jak najlepszym porządku. Łamiemy się opłatkiem wypowiadając sztuczne życzenia. Słyszę od nich, że powinnam pomyśleć o sobie i swojej przyszłości, więc najwyższa pora rozejrzeć się za jakimś facetem, który posiada pewny zawód, otworzyć swoją pracownie, zamiast pracować na czyjś rachunek. Tylko babcia powiedziała to, co chciałam i powinnam usłyszeć, życząc miłości, zapierającej dech w piersiach.

Gdzieś pomiędzy kolacją a pasterką dzwonisz do mnie. Mówisz, że się stęskniłeś, że żałujesz tego, że nie zabrałeś mnie ze sobą. Na moich ustach pojawia się uśmiech, ale już taki szczery. Ja też tęsknie. i też żałuję, że nie ma Cię przy mnie. Rozłączam się i wpatruje w gwiazdy. Wiem, że Ty robisz teraz dokładnie to samo. Wiem, że jesteś daleko ode mnie. Wiem też, że Twoje serce jest przy mnie.

______________________________________________
hej hej :)
Trochę mnie tu nie było, ale zaczęłam nadrabiać moje zaległości u Was, no i w końcu mam czas po zdaniu sesji na spotkania z przyjaciółmi :D
Bardzo cieszy mnie Wasza obecność tutaj :) Dziękuję Wam bardzo za komentarze :D
Pozdrowienia z miasta siatkarskich Mistrzów Polski 
Paulik

2012/09/08

Całujesz mnie tak, że brakuje mi tchu . . .


Od kilku dni czuję się jakby ktoś zamknął mnie w magicznej bańce mydlanej. Wszystko wokół mnie jest piękne, cudowne, wręcz eteryczne. Mam jednak na uwadze to, że świat, który budujemy wspólnie jest niezwykle kruchy. Jakby w każdej chwili ta bańka mydlana mogła pęknąć.

Każdy mój dzień mieści się w granicach Twoich ramion. Poranki mają zapach kawy i Twój uśmiech, a wieczory smakują Twoimi pocałunkami. Nawet zupę doprawiam Twoją obecnością. Można powiedzieć, że praktycznie mieszkamy razem, tylko tak jakoś dziwnie, na dwa mieszkania. U mnie jest pełno Twoich koszul, a w Twojej łazience stoją moje kosmetyki. Praktycznie codziennie zasypiam i budzę się obok Cebie. Chodzę do kina, spaceruję, odpoczywam. Zawsze z Tobą.

Teraz leżysz obok mnie, żartujesz, bawisz się kosmykiem moich włosów. Drażnisz się ze mną, drapiąc brodą o zagłębie nad obojczykiem. Zabierasz z kolan laptopa, nie pozwalając dokończyć projektu i wpijasz się w moje usta. Delikatnie gładzisz mnie po plecach, mocno przytulasz. Twoje usta są coraz bardziej zachłanne, błądzą po moim ciele. Twoje dłonie dotykają moich piersi. Wzdłuż kręgosłupa przebiega mnie dreszcz. Kochając się z Tobą czuję się spełniona. Nie zapominasz o żadnym fragmencie mojej skóry, na której pojawia się gęsia skórka. Tak jakbyś chciał zaznaczyć, że każdy fragment mnie należy do Ciebie, Zbyszka Bartmana. Na koniec wtulasz mnie w siebie. Tak, jakbyś chciał schronić mnie przed zimnem tego świata. Jestem Twoja, Zbyszku. Należę w pełni do Ciebie. Skradłeś każdy fragment mojej duszy, pojawiając się w moim życiu.

Wychodzisz na trening. Pozostawiasz po sobie pustkę w łóżku i zapach perfum w przedpokoju. Pozostawiasz moje opuchnięte od Twojej obecności usta. Od kiedy tu jesteś wszystko się zmieniło. Zaczęłam zauważać kolory, odróżniać smaki. Wraz z Twoim powrotem pojawiłam się nowa ja. A w zasadzie wróciłam ja, ta sprzed kilku miesięcy. Znowu potrafię uśmiechać się bez powodu. Znowu umiem cieszyć się każdą sekundą życia.

Kończę projekt, a Ty pojawiasz się po treningu w drzwiach mojego mieszkania. Na twarzy masz ten swój łobuzerski uśmiech. Każesz mi się ciepło ubrać i zabierasz mnie na spacer. Wsiadamy do Twojego samochodu zawozisz nad wielką górkę, wyciągasz z bagażnika sanki, na których mamy niby zjeżdżać. Musimy śmiesznie wyglądać, usadawiając się na zabawce we dwójkę. Zjeżdżamy raz po raz wywracając się i głośno śmiejąc. Leżę po raz kolejny na śniegu, Twój śmiech unosi się echem po okolicy. Podnoszę się szybko, wkurzona do granic możliwości, krzyczę na Ciebie. Całujesz mnie. Całujesz mnie tak, że brakuje mi tchu. I już nie potrafię się na Ciebie złościć. Łapiesz mnie za rękę i zabierasz do siebie. Zmarzniętą, ale przepełnioną ciepłem. Ciepłem Twojej obecności.

Pod drzwiami Twojego mieszkania czeka na nas niespodzianka. W postaci Kubiaka. Ma zdziwioną minę na widok naszych splecionych dłoni. Spoglądamy na niego, następnie w swoje oczy i wybuchamy śmiechem, na widok jego zdezorientowanej miny.
- Wiedziałem- ucina krótko pod nosem.

Wchodzimy do środka, pijemy przygotowane przez Ciebie grzane wino. Śmiejemy się. Dzisiejszego dnia zaśmiałam się więcej razy, niż przez te kilka miesięcy naszej rozłąki. Misiek cały czas mówi, że wiedział, że tak się to skończy, że w końcu wrócimy do siebie. Uśmiecham się tylko niepewnie. Bo czy my jesteśmy razem? Raczej jesteśmy dwójką osób, które spędzają ze sobą każdą wolną chwilę. Dwójką osób, które nie potrafią żyć bez siebie. Na pewno zachowujemy się jakbyśmy byli parą. Brakuje mi jednak Twojej deklaracji. Brakuje Twojego ‘kocham’, które mogłoby uprościć sprawę. Obiecałam dać Ci czas, na poukładanie sobie tego wszystkiego. Czekam, cierpliwie czekam, Zbyszku, bo wiem, że jest na co. Czekam na Ciebie. Nie moja wina, Zbysiu, że jestem kobietą. Nie moja wina, że my, kobiety, już takie jesteśmy, że lubimy słyszeć, że jesteśmy kochane. Lubimy mieć pewność, że jesteśmy tymi jedynymi. Chcemy wiedzieć, że możemy czuć się bezpiecznie.  Dlatego ja czekam, Zbysiu. Czekam, aż poukładasz sobie swój świat.

Znów leżę przytulona do Twojego torsu. Znów bawisz się moimi włosami i delikatnie całujesz w czubek mojej głowy. Kubiak śpi za ścianą, a chrapanie przypomina nam o jego obecności.
- Madziu, śpisz?
- Jeszcze nie.
- Madzia, nawet nie wiesz jak cieszę się, że jesteś.
Całujesz mnie jeszcze delikatnie. A ja zasypiam. Zasypiam modląc się do Boga, by było tak już zawsze.


___________________________________
Witam :*
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze :)
Agg, postaram się poprawić z przecinkami ;p Jeśli chodzi o akapity, pominęłam je celowo. Nie pasowały mi do tej historii i przemyśleń bohaterki.
Pozostawiam kolejny do Waszej oceny.
Pozdrawiam z Miasta Siatkarskich Mistrzów Polski 
buziaki :***
Paulik

2012/09/03

Wolałabym oddychać Tobą . . .


Wyjechałeś.
Zostawiłeś tylko kartkę, że nie chciałeś mnie budzić. Zostałam znowu sama, z tęskniącym sercem. Po raz kolejny zdałam sobie sprawę, jak bardzo mój świat bez Ciebie jest pusty. I chociaż wyszedłeś zaledwie przed chwilą, już tęsknię. I chociaż wrócisz za kilka godzin, nie mogę doczekać się Twojego powrotu. Zakładam Twoją koszulę, chcę poczuć jakbyś był tu obok.  Dostaję smsa i moje serce wariuje. Od Ciebie. Dojeżdżasz już do Warszawy. Za chwilę odwiedzisz rodziców.

Sprzątam, gotuję, robię pranie. Zaczynam każde zajęcie, ale żadnego nie mogę skończyć. Czuję w sobie dziwne podenerwowanie, tak dobrze znane z przeszłości. Zawsze tak się czułam, gdy wyjeżdżałeś. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Tak też jest i dziś. Plączę się po domu. Postanawiam odkurzyć wspomnienia i otwieram album z naszymi zdjęciami. Ty, na moich urodzinach, podczas wspólnych wakacjach, spędzający ze mną pierwsze wspólne święta. Na fotografiach jesteśmy tacy inni. Nie wiedzieliśmy na czym polega miłość. Patrzyliśmy na siebie, zamiast patrzeć w tą samą stronę. Oddaliliśmy się od rzeczy, które powinny być dla nas ważne. Dziś jest inaczej. Ty jesteś dla mnie ważny. I ja, chyba, jestem ważna dla Ciebie.

Rozkoszuję się widokiem naszego pierwszego wspólnego zdjęcia. Kilka tygodni po tym, jak się poznaliśmy. Urodziny Miśka, na które mnie zaprosiłeś. Siedzimy obok siebie, wpatrujemy się w siebie, trzymamy za ręce. Tak dobrze pamiętam ten dzień. Wtedy przekonałam się, co to znaczy mieć motyle w brzuchu. I czuję je do dziś. Za każdym razem, gdy łapiesz mnie za rękę, całujesz i zasypiasz przy moim boku. Nie wiem, czy przestane je czuć dziś wieczorem, nie wiem, czy będzie to pojutrze. Przecież niczego mi nie obiecałeś. Nie wiem jak długo będziesz zasypiał obok mnie. Nie wiem, czy gdy jutro się obudzę, nie zastanę kartki, że wyjechałeś już na zawsze.

Wiem, że mój świat na zawsze już będzie miał dwa metry wzrostu i zielone spojrzenie. Wiem, że mój świat będzie lubił kawę posłodzoną trzema łyżeczkami cukru i makaron na obiad. Wiem, że mój świat zawsze będzie nosił Twoje imię, Zbyszku.

Ciszę w mieszkaniu przerywa dźwięk mojego telefonu. Wyświetla się Twoje zdjęcie, odbieram napawając się Twoim głosem. Uśmiecham się, opowiadam o tym, co robię. I uśmiech znika mi z twarzy. Jedziesz spotkać się z nią. Tylko po co, Zbyszku. Czy tęsknisz za nią. Czy żałujesz. Czy brakuje Ci jej uśmiechu. Nie mam odwagi Cię zapytać, więc rozłączam się udając brak czasu.

Wyciągam z barku wino, otwieram je. Nalewam sobie do kieliszka. Walczę ze łzami, ale one są silniejsze. Przegrywam. Znowu przegrywam, chociaż miałam być silna. Jesteś ze mną szczery. Powiedziałeś mi o tym spotkaniu. Mimo wszystko wolałabym, żebyś zataił przede mną prawdę o tym spotkaniu. Moje serce nie było na to przygotowane. Ja nie byłam na to przygotowana. I chociaż wmawiałam sobie każdego dnia, że zaraz może Cię już tu nie być, nie jestem na to gotowa. Nie jestem gotowa nawet na to, że możesz się z nią tylko spotkać.

Nie mogę znieść myśli, że możesz ją całować. Nie chcę myśleć o tym, że ona może trzymać Cię za rękę, że Ty możesz się do niej uśmiechać, że opowiadasz jej jak ostatnio żyjesz. Aż skręca mnie z bólu, gdy pomyślę sobie, że ona może się wtulić w Twoje ramiona. Może zabrałeś ją do naszej ulubionej restauracji. Albo siedzicie teraz na naszej ławeczce. Może właśnie ona teraz wpatruje się w zieleń Twoich oczu. A może mówisz jej, że tęskniłeś za nią. Może proponujesz jej, żeby przeprowadziła się do Rzeszowa.

Nie mogę być dzisiaj sama. Do kogo zadzwonić… Najchętniej zadzwoniła bym do Ciebie, kazała natychmiast wrócić, ale nie mogę tego zrobić. Iwonka? Ona pojechała do Wałbrzycha. Ola. Piotrkowa Ola jest mi teraz potrzebna. Dzwonię. Zaraz będzie, pójdziemy gdzieś na miasto.

Obmywam twarz.  Opuchniętą od goryczy, umazaną bólem, skrzywioną żalem. Wykonuję makijaż, ubieram najładniejszą sukienkę i najwyższe szpilki. Chcę być dzisiaj piękna. Nie dla Ciebie. Dla siebie, Zbyszku.

Przychodzi Ola z dwoma butelkami wina. Pijemy  w rekordowym tempie, a moje rozgoryczenie maleje z każdym kieliszkiem. Wyciągam kolejną butelkę z barku. Opróżniamy ją do połowy, a pod blok podjeżdża nasza taksówka. Wchodzimy do klubu, przy barze zamawiamy mojito. Opróżniamy szklanki i ruszamy na parkiet. Obok cały czas kręcą się jacyś faceci, ale w mojej głowie wyrył się Twój obraz. Ignoruję ich wszystkich. Siadam zmęczona przy barze. Zamawiam kolejnego drinka. Ola o nic nie pyta. Stwierdza tylko, ze to znowu przez Ciebie cierpię. I ma rację. Boli mnie to, że do niej pojechałeś, że szukałeś jej towarzystwa. Chciałam Cię mieć tylko dla siebie. Chciałam, żebyś był zawsze przy mnie. Czy to tak wiele, Zbyszku?

Ola wychodzi. Ma już dość dzisiejszego wieczoru. Pipen po nią przyjeżdża, a ja odprowadzam ją do jego samochodu. Piotruś chce mnie odwieźć, ale ja jeszcze wracam do środka. Po drodze odpalam papierosa. Głęboko zaciągam się dymem. Zachłannie wciągam go do płuc. Wolałabym oddychać Tobą.

Wchodzę do klubu, zamawiam przy barze drinka, siadam na stołku. Nie powinnam zatapiać dziś smutków w alkoholu. Nie powinnam rozmyślać o tym, co teraz robisz. Ty powinieneś być obok mnie. Powinieneś trzymać mnie za rękę. Ja powinnam czuć, że należysz tylko do mnie.

Przysiada się do mnie jakiś chłopak. Rozmawiamy, śmiejemy się. Przez moment odsuwam Ciebie na drugi plan. Nie zamartwiam się, nie denerwuję, nie czekam. Chłopak żartuje, jest miły, ładnie się uśmiecha, ale nie jest Tobą, Zbysiu. Pyta, dlaczego bawię się tu dzisiaj samotnie. Już chciałam u odpowiedzieć, ale czuję czyjeś silnie zacieśniające się wokół mojej talii.

- Kolego, ona nie spędza wieczoru sama. Musiała tylko na mnie troszkę dłużej poczekać.

Na dźwięk Twojego głosu serce uderzyło mocniej. Zanim zdążyłam spojrzeć w Twoje zielone oczy poczułam smak Twoich ust. I odpłynęłam. I jak ja mam się na Ciebie gniewać, Zbyszku? Dopóki będziesz miał swoje pocałunki za broń, ja zawsze będę na straconej pozycji. Wtulam się w Ciebie mocno. Dopijam drinka i pozwalam Ci odwieźć się do domu.

- Skąd wiedziałeś, ze tu będę?
- Tajemnica. A tak na poważnie, to Pipen mi powiedział. Denerwowałem się. Wróciłem z Warszawy, a ciebie nie ma w domu.
- Nie trzeba było mnie na tak długo samej zostawiać.
- Już nie będę. Obiecuję.

I po raz kolejny łączysz nasze usta w pocałunku. Choć bym chciała nie mam siły wyrwać się z Twojego uścisku. Proszę Cię, żebyś został u mnie. Stęskniłam się za Tobą. Nie chcę już zasypiać bez Ciebie…

_____________________________________
Witam :)
Kampanię wrześniową zaliczyłam, więc będę miała więcej czasu na Wasze blogi :)
Dziękuję Wam za Waszą obecność i tak wiele miłych słów pod każdą notką :)
Dziękuję Mel za tak miłe słowa pod ostatnim rozdziałem na jej blogu  http://www.pogmatwany-swiat.blogspot.com/ :*
Zapraszam Was oczywiście na mój drugi blog, który tworzę wspólnie z nulką http://jeden-pocalunek-siatkarza.blogspot.com/
Pozdrowienia z miasta Siatkarskich Mistrzów Polski :*
Paulik :D

2012/08/31

To tak, jakbyśmy musieli oddychać tym samym powietrzem . . .


Zakładam na siebie małą czarną, uzupełniam makijaż przeciągnięciem błyszczyka po ustach. Zjawisz się tu za kilka minut, żeby zabrać mnie na urodzinową imprezę do Iwonki. Zakładam najwyższe szpilki. Przeczesuję palcami włosy. Uwielbiam ten stan podenerwowania, kiedy czekam na Ciebie. Widzę przez okno, jak wysiadasz z taksówki i kierujesz swoje kroki w stronę mojej klatki. Słyszę, jak wbiegasz po schodach, a dźwięk bicia mojego serca coraz głośniej odbija się od ścian. Pukasz do drzwi i otwieram Ci drżącymi dłońmi. Czuję się jak nastolatka przed pierwszą randką.

Stoisz w progu, wpatrujesz się we mnie, tym swoim zielonym wzrokiem. Uśmiechasz się, a mnie przechodzą tak dobrze znane ciarki. Łapiesz mnie za rękę i po kilkunastu minutach znajdujemy się  pod domem Ignaczaków. Wchodzimy do środka, a Ty ani na moment nie puszczasz mojej dłoni. Widzę zdziwione spojrzenia zgromadzonych. Nie daję po sobie tego poznać, ale mnie też dziwi to Twoje publiczne przejawienie mojej przynależności do Ciebie.

Nie opuszczasz mnie na krok, a mi wydaje się to takie oczywiste. To tak, jakbyśmy musieli oddychać tym samym powietrzem. Popijam whisky z colą i od nadmiaru alkoholu powoli szumi mi w głowie, więc wychodzę na taras trochę odetchnąć. Rozpamiętuję to wszystko, co wydarzyło się od ostatniej mojej wizyty tutaj. Mimowolnie się uśmiecham. Kocham Cię. Mocniej niż kiedykolwiek. Być może mocniej, niż na to zasługujesz. Kilka tygodni temu mój świat rozsypał się niczym domek z kart, a teraz Ty pomagasz mi go poukładać na nowo.

- Madzia, czy ty chcesz mi o czymś powiedzieć- z rozmyślań wyrywa mnie głos Iwonki.
- A co byś chciała usłyszeć?
- Prawdę. Jesteś ze Zbyszkiem?
- Tak… Nie! To znaczy sama nie wiem…
- Ale ewidentnie coś was łączy.
- Widzisz, bo to wszystko nie jest takie proste. Niby już sobie to wszystko poukładałam, niby się pogodziłam z myślą, że nigdy nie będziemy razem, ale wtedy, gdy się spotkaliśmy u was, coś we mnie pękło. Zdałam sobie sprawę, że nie mogę nadal siebie oszukiwać. Iwona, ja go kocham. Nie wiem, czy on kocha mnie, tak na dobrą sprawę, chyba nawet on sam tego nie wie. Nie wiem, czy to co jest między nami przetrwa dzień, miesiąc, czy może zestarzejemy się obok siebie. Nie mam pojęcia czy dobrze robię. Byłam przerażona myślą, ze mogę go po raz kolejny wpuścić do swojego serca, ale wtedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę on nigdy go nie opuścił. Boję się tego, że on może jutro odejść, że jednak pewnego dnia stwierdzi, że kocha jednak Aśkę. Nie żądam od niego obietnic czy deklaracji. Od siebie też nie. Ale dałam nam szansę. Muszę zaryzykować i walczyć o to, o co bałam się walczyć w Warszawie. O swoje i jego szczęście.
- Jesteś pewna, że dobrze robisz?
- Nie wiem. I chyba nigdy nie będę tego pewna. Ale bez niego moje życie jest takie puste…

Zapadła między nami cisza. Tak jakby każda z nas chciała na spokojnie przemyśleć sens tych słów.

- Dobrze robisz, Madziu. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż później przez całe życie rozmyślać nad tym, co by było gdyby… Ja trzymam za was kciuki ze wszystkich sił. Bo zasługujecie na siebie, zasługujecie jak cholera- i mocno mnie przytula, upewniając w tym, że robię dobrze.

Wracamy do środka. Ktoś puścił muzykę, kilka par zaczęło już tańczyć. Szukam Cię wzrokiem, Zbyszku, ale Ty siedzisz w tym samym miejscu, w którym Cię zostawiłam, tak jakbyś tylko na mnie czekał. Podchodzisz do mnie, obejmujesz czule, kołyszemy się w rytm piosenki. Szepczesz mi do ucha, że tak bardzo Ci tego wszystkiego brakowało, przez te wszystkie miesiące. A ja Ci wierzę, bo odczuwam dokładnie to samo. Odszukujesz moje usta, by potwierdzić sens swoich słów.

Bez pożegnania wychodzimy. Spragnieni własnej obecności. Wytęsknieni za tą prywatnością, którą mogą dać nam tylko cztery ściany Twojego lub mojego mieszkania. Nie spieszymy się. Spacerujemy wąskimi uliczkami, które delikatnie oświetlają latarnie. Milczymy i śmiejemy się na przemian. Co chwilę przystajemy, by zasmakować swoich ust. Spadają na nas pierwsze płatki śniegu. Tak jakby świat chciał podkreślić tą magię, która jest między nami. Docieramy w końcu do mojego mieszkania. Wnosisz mnie na rękach na to trzecie piętro. Pozwalasz mi na długą kąpiel i czekasz w na mój powrót do sypialni. Tłumaczysz to tym, że nie chcesz już zasypiać beze mnie. I o czym ja mam teraz śnić, Zbysiu? Przecież wszystko to, o czym mogłabym śnić, znajduje się teraz obok mnie.




_____________________________________________
Witam :)
Dziękuję Wam za obecność tutaj, i obiecuję, że nadrobię u Was zaległości w przyszłym tygodniu :) 
Niestety, nie mam zbyt wiele czasu na Wasze blogi, bo jutro czeka mnie egzamin, no i w tym tygodniu była prezentacja zawodników Reski, a mnie tam nie mogło zabraknąć :) 
Pozdrowienia z miasta Siatkarskich Mistrzów Polski :)
Paulik :)

P.S. Zdajecie sobie sprawę, że za miesiąc i 5 dni startuje PlusLiga?? Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać :D

2012/08/28

Wsłuchuję się w Twoje miarowe oddechy . . .


Od kilku dni dzielę swoje życie na pracę i Ciebie Zbyszku. Spędzam z Tobą każdą chwilę, czule wpatrując się w Twoje oczy. Daje Ci czas. Chcę żebyś był pewien swojej decyzji. Niczego nie przyspieszam, nie naciskam, nie poruszam tematu ‘Nas’. Po prostu jestem. Delektuję się każdą minutą Twojej obecności. Nie wymuszam na Tobie spotkań. Nie wydzwaniam. Zawsze czekam na Twój pierwszy ruch. A Ty tęsknisz. Dzielisz swój świat na treningi, mecze i na spotkania ze mną.

Jestem teraz z Tobą na rzeszowskich plantach. Śmiejesz się. Tak szczerze, tak jak ja kocham najbardziej. Łapiesz mnie za rękę i ciągniesz do najbliższej ławki. Sadzasz sobie na kolanach, całujesz w czoło, pozwalasz wdychać swój zapach. Siedzimy tak w ciszy. Przymykasz oczy, uśmiechasz się, gładzisz mnie po plecach. Czas jakby się dla nas zatrzymał. Jakby utknął w tych naszych gestach, bez zbędnych słów, bez obietnic.

Idziemy do Twojego mieszkania, cały czas trzymając się za ręce. Kupujemy czerwone wino.  Siadam wygodnie na kanapie, opieram się o Twój tors. Sączę powoli wino. Zatapiam się w smaku Twoich ust. 

- Madzia, powiesz mi co robiłaś przez cały ten czas? Jak to się stało, ze wróciłaś tu, do Rzeszowa? Nigdy nie przypuszczałbym, że wrócisz do domu.
- Nie mogłam żyć w Warszawie. Wszystko za bardzo kojarzyło mi się z tobą. Po prostu wychodząc wtedy z twojego mieszkania, pojechałam na noc do Anki, ale już wiedziałam, że muszę wyjechać. Nie spałam całą noc, rano poszłam do pracy i poprosiłam o przeniesienie. Zastanawiałam się gdzie wyjechać i jakoś tak pomyślałam, że chcę wrócić właśnie tu, że Rzeszów pomoże mi się wyciszyć, dojść do siebie. Szef nie widział przeszkód. Zwalniało się akurat miejsce. Wprawdzie za dwa tygodnie, ale wzięłam urlop. Wsiadłam w pociąg i wróciłam do rodziców. Na szczęście o nic nie pytali. Przez dwa tygodnie nie wychodziłam z domu. Znalazłam tylko mieszkanie. A później układałam swoje życie na nowo. Próbowałam o tobie zapomnieć. I myślałam, że mi się to udało. A później Krzysiu powiedział mi, że wracasz i mój cały świat, wszystko co sobie ułożyłam się zawaliło. Postanowiłam cię unikać. Ale wtedy pojawiłeś się na tej imprezie u Ignaczaków. Zobaczyłam cię z nią i myślałam, że szlag mnie trafi. I pocałowałeś mnie wtedy. A ja już nie potrafiłam o niczym innym myśleć.

Popatrzyłeś na mnie z tym bólem w oczach. Mój głos zdradzał wszystkie emocje. Wiesz, ile kosztował mnie powrót do domu. Przecież moi rodzice zawsze mówili, że związek z siatkarzem nie ma przyszłości i większego sensu, że zawsze coś będzie dla Ciebie ważniejsze, że Twoja kariera będzie ważniejsza ode mnie. I się nie pomylili.

- Nawet nie wiesz jak teraz żałuję, ze pozwoliłem ci wtedy wyjść. Szukałem cię wtedy. Pojechałem najpierw do Anki, ale ona powiedziała mi, że byłaś u niej, ale już cię nie ma. Poszedłem do ciebie do pracy, ale powiedzieli mi, ze już tam nie pracujesz. Biegałem po wszystkich twoich ukochanych miejscach, szukałem w każdym miejscu, w którym mogłaś być… Do głowy mi nawet nie przyszło, że będziesz tu.
- Tamtego dnia mój świat rozsypał się na miliony kawałków. Niepotrzebnie kazałeś mi wybierać. Doskonale wiedziałeś, że w Jastrzębiu nie znajdę pracy, a na to, żebyś ty mnie utrzymywał nigdy się nie zgodzę…
-Wiem Madziu, wiem.

I zamykasz mój świat w swoich ramionach. A ja zdaję sobie sprawę z tego, że cholernie żałujesz tych słów wypowiedzianych wtedy, w Warszawie. Tego, że kazałeś mi wtedy wybierać. Tego, że musiałabym spakować całe swoje życie w kilka walizek i wyprowadzić się do innego miasta.

Ale wiem też, że dziś jesteś już innym Zbyszkiem. A ja jestem inną Magdą. Jesteśmy dojrzalsi. Dziś dokonalibyśmy innych wyborów. Dzisiaj podjęlibyśmy już inne decyzje. Dzisiaj ja pojechałabym za Tobą na drugi koniec świata, chociaż wiem, że dzisiaj Ty byś ode mnie tego nie wymagał.

Nie chciałam, żebyś wracał Zbyszku. Nie pragnęłam Twoich pocałunków. Nie marzyłam o Twoim dotyku. Ale gdybyś nie wrócił, straciłabym swoją jedyną w życiu okazję na szczęście. Wtulam się w Ciebie mocniej. Wsłuchuję się w Twoje miarowe oddechy. Zasypiam obok Ciebie, przepełniona nadzieją…

___________________________________
Witam Was :)
Dziękuję, że jeszcze tu jesteście :) Dziękuje za każdy komentarz i miłe słowo. Nawet kilka znaków pod rozdziałem przekonuje mnie, że warto pisać.
Ten rozdział, tak jak i całe opowiadanie dedykuję Melody. Za jej wyjątkowość, za to, że jej każde opowiadanie jest niepowtarzalne, za to, że każdy Zbyszek, którego tworzy jest inny, a każda bohaterka jest niesamowita. Dziękuję, ze jesteś, bo nasz blogowy świat byłby bez Ciebie pusty :*
No i dedykuję też mojej kochanej nulce, pierwszemu recenzentowi :) Za to kochana, że potrafimy dzielić wspólnie ten nasz siatkarski, zwariowany świat :*
Buziaki wielkie dla Was wszystkich :***
Paulik :D

2012/08/26

Moje życie składa się z ilości Twoich oddechów . . .


Otwieram oczy. Ich niemiłosierne pieczenie przypomina mi o mojej słabości z wczorajszego wieczoru. Budzę się w Ciebie wtulona. Twój oddech przyjemnie drażni moją szyję. Czuję, że po wielu miesiącach burz, po długiej tułaczce, w końcu znalazłam się w odpowiednim porcie. W Twoich ramionach, Zbyszku.  Wsłuchuję się w bicie Twojego serca. Dobrze mi, nawet nie wiesz jak mi teraz wspaniale.

Podnoszę się delikatnie i zmierzam w stronę Twojej kuchni. Robię dla Ciebie śniadanie. Nawet nie wiesz, jak cudownym uczuciem jest posłodzi ć dla Ciebie kawę trzema łyżeczkami cukru. Bawię się w tą śmieszną zabawę w Twoją kobietę, chociaż wiem, że tą chwilę przypłacę morzem  łez. Dziwnym uczuciem jest wylądowanie w Twoim łóżku, nie kochając się z Tobą, nie smakując Twoich ust… Słyszę jak Twoje ciało podnosi się z łóżka. Wchodzisz do kuchni, wpatrujesz się we mnie z jakimś dziwnym, ciężkim do określenia uczuciem.
- Już myślałem, że mi się to wszystko przyśniło, ze cię tu nie było-podchodzisz i mnie obejmujesz.- Powiesz mi w końcu co się wczoraj stało?

I nie wiem co mam Ci odpowiedzieć, więc milczę. Nie chcę Ci mówić, że to Ty na mnie tak działasz, że rozsypujesz mój świat na kawałki. Nie jestem gotowa na to, żeby Ci powiedzieć, że moje życie składa się z ilości Twoich oddechów.

- Madzia… Czy ktoś Ci zrobił wczoraj jakąś krzywdę?
-Nie Zbyszku, wczoraj nie…
-Więc o co chodzi? Dlaczego wczoraj płakałaś
-Ja…

Waham się czy Ci o tym wszystkim powiedzieć. Przecież to przez Ciebie płakałam. Spoglądam na Ciebie. Moje dwa metry szczęścia i rozpaczy jednocześnie. Przyciągasz mnie mocniej do siebie i szepczesz całując w czoło, że mogę Ci zaufać. Sadzasz sobie na kolanach i kołyszesz jak małe dziecko. A ja czuję jakbym unosiła się w powietrzu. Wiem, ze tylko Tobie mogę w tej kwestii zaufać. Wiem, że tylko Ty jesteś w stanie mi teraz pomóc. Wiem, bo kiedy odeszłam Twój świat też rozsypał się na miliony kawałków. Tyle, że Tobie udało się szybciej pozbierać do kupy i to, co z niego zostało posklejać.

- Zbyszku, bo ja nie potrafię… Ja nie mogę…
- Madzia, powiedz to w końcu. Ulży ci, zobaczysz, ulży ci jak mi o tym wszystkim opowiesz…
- Zbysiu, bo… Bo ja cię nadal kocham. Dzień, w którym się od ciebie wyprowadziłam, był dniem, w którym przestałam o nas walczyć. Walczyć o naszą miłość. I będę go przeklinać do końca życia- znowu po mojej twarzy spłynęły słone krople, a Ty starłeś je kciukiem. 
- Więc tak to wygląda… Widzisz… Bo ja nie wiem co czuję. Ja się w tym wszystkim pogubiłem . Ten dzień, w którym wyjechałaś… Nie mogłem się pozbierać, a później pojawiła się Joanna.  Dzisiaj już niczego nie jestem pewien. Rozstałem się z nią… Nie potrafiłem z nią być, nie wiedząc co tak naprawdę czuję.  Madzia, ja nie wiem, nie wiem co czuję i czego chcę. Wiem tylko, że bardzo mi ciebie brakuje.

Wpatruję się w Twoje oczy. Widzę w nich tyle bólu. Takiego samego jak widnieje w moich oczach. Może i już mnie nie kochasz, może i w Twoim sercu jest już ona, ale ten ból, który przeszywa teraz Twoje ciało przypomina Ci o mnie. Ból, który współdzielimy. Chciałabym Ci ulżyć, Zbysiu. Pozbawić Cię tego smutku z zielonych patrzałek. Chciałabym zmazać z Ciebie ten ból. I chyba dlatego przyciągnęłam Twoją twarz do mojej i pozwoliłam połączyć się naszym wargom.

Po raz kolejny poczułam to niesamowite uczucie. Po raz kolejny poczułam ten dreszcz przebiegający po moim karku, przemykający po plecach, utkwiony gdzieś głęboko w duszy. Twoje wargi wędrowały po zagłębieniu obojczyka, drażniły czułe miejsce za  uchem. Gdzieś tam jest ona. Może i w Twoim sercu. Ale nie jest to dla mnie na chwilę obecną istotne. Teraz zanosisz mnie do swojego łóżka, pozbawiasz ubrań, całujesz każdy skrawek mojego nagiego już ciała. Kochamy się pospiesznie, tak jak nigdy. Tak jakbyśmy w każdym ruchu, w każdym geście pragnęli przekazać tą tęsknotę, która zawładnęła nami.  W końcu leżymy obok siebie czule głaszcząc nasze ciała, przepełnione szczęściem miłosnych uniesień.

Już dawno nie było mi tak dobrze. Już dawno nie czułam się tak cudownie. Dawno nie byłam tak spełniona jak teraz. I nie wiem, czy jutro będziesz obok. Nie jestem pewna, czy mnie jeszcze kochasz, czy chcesz być ze mną. Ale teraz będę mądrzejsza niż kilka miesięcy temu. Będę o Ciebie walczyć, Zbyszku. Będę walczyć...


_____________________________________
Witam moje drogie :)
Wiem, że bardzo Was zachowanie naszego Zbyszka denerwowało, ale jak widzicie i jemu nie jest łatwo. Najgorzej jest się pogubić w uczuciach, a to właśnie to spowodowało tyle cierpienia u tej dwójki.
Oczywiście dziękuję Wam wszystkim za komentarze :)
Wielkie Buziaki dla Was wszystkich :)
Pozdrawiam :***
Paulik 

2012/08/23

Rozkoszuję się powietrzem, którym się ze mną dzielisz . . .


Od kilku dni nie potrafię myśleć o niczym innym. Cały czas czuję na swoich ustach smak Twojego pocałunku. Wyrył się w mojej pamięci  łzami kilku ostatnich dni. Płakałam. Znowu płakałam przez Ciebie, Zbyszku, chociaż już dawno temu obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie będę tego robić. To było silniejsze ode mnie. Miałam nadzieję, że łzy przyniosą mi ukojenie, że oczyszczą duszę, zmyją wyrzuty sumienia. Nie pomogły. Wręcz przeciwnie. Tylko uwydatniły w pamięci smak Twoich ust…

Znowu mam okazję Cię zobaczyć. Dzisiaj mecz, Twój debiut w naszym klubie. Na pewno się denerwujesz, wiem o tym. A ja denerwuję się razem z Tobą. Wchodzę na halę, zajmuję miejsce w swoim sektorze. Dosiada się do mnie Iwonka. Troszkę plotkujemy, ale na szczęście nie pyta mnie o tamten wieczór, za co jestem jej bardzo wdzięczna.  Po chwili dosiada się do nas ta Twoja Asia. Próbuję być miła, silę się na jakiś uśmiech, pytam co słychać. Ona wręcz przeciwnie. Przebąknęła tylko, że wszystko w porządku.

Rozpoczyna się mecz. Ściągam bluzę, odśpiewuję hymn klubu, mocno klaszczę w dłonie. Szybko rozprawiacie się z Olsztynem w pierwszym i drugim secie. W trzecim Olsztynianie postawili Wam opór i na chwilę obecną jest 24:23. Idziesz na zagrywkę. Trzymam mocno kciuki i boję się nawet spojrzeć w stronę boiska.
- Proszę Cię, nie schrzań tego, Zbysiu- mówię błagalnym tonem, za co zostałam zmrożona wzrokiem przez Aśkę.
Uderzasz w piłkę, śledzę wzrokiem kierunek jej lotu. Uderzyła idealnie w linię boiska. Obiegłeś boisko dokoła. Śmiejesz się, przybijasz piątki z chłopakami. Wyglądasz jak kilkuletni chłopiec, bez zmartwień, przepełniony szczęściem. I ja też się tak teraz czuję. Zostajesz MVP spotkania. Unosisz statuetkę i machasz nią w moim kierunku. Uśmiecham się, chcę ci odmachać i wtedy uświadamiam sobie, że to nie było do mnie. Przecież ona siedzi obok mnie. 

I wtedy poczułam jak moje serce pęka na pół, a świat rozpada się na tysiące kawałków. Straciłam Cię, Zbyszku, na zawsze Cię straciłam. I nie mogę się z tym pogodzić. Nie chciałam Twojego powrotu, nie marzyłam o Tobie, nie chciałam Twoich pocałunków. Ale od kiedy na nowo pojawiłeś się w moim życiu, nie potrafiłam o niczym innym myśleć. Musiałam całkowicie Cię stracić, aby przekonać się ile tak naprawdę dla mnie znaczysz.

Wychodzę z hali, czuję na sobie chłodny powiew jesiennego wiatru. Spaceruję ulicami Rzeszowa i czuję jak powoli moje łzy stapiają się z deszczem. Cały mój świat płacze nad tą stratą, Zbyszku. Cały mój świat płacze nad tą utraconą miłością. Nie mam siły iść dalej, przysiadam na ławeczce na jednym z osiedli. Chowam twarz w dłoniach, jakbym chciała ukryć swoją słabość przed całym światem. Jakbym chciała tą niespełnioną miłość zachować tylko dla siebie. Ja umieram, Zbyszku. Umieram, zatracając się w tym uczuciu. Umiera razem ze mną każda cząsteczka duszy. Szlocham. Nie zwracam uwagi na przechodzących wokół mnie ludzi. Deszcz obmywa moją twarz, pozbawia resztek rozmazanego makijażu. A ja zatracam się w bólu, który coraz bardziej ogarnia moje ciało.
-Madzia? Co ty tutaj robisz? Madzia, ty jesteś cała przemoczona…
Podnoszę głowę i widzę Twój zatroskany, zielony wzrok. Nie mam siły Ci odpowiedzieć.  Bo i co niby miałabym Ci powiedzieć? Że nie potrafię żyć bez Ciebie? Że jesteś całym moim światem? Że Cię kocham, Zbyszku… Podciągam jedynie kolana pod brodę i jeszcze głośniej szlocham. Chciałam się przed Tobą ukryć i po raz kolejny odnalazłeś mnie w najmniej spodziewanym momencie. I wiem, że mnie rozumiesz. Wiem, że tylko Ty jesteś w stanie pojąć ten mój ból, który przepełnia moją duszę. Ten ból, który obecny jest w każdej komórce mojego ciała.

I jakby na potwierdzenie tego bierzesz mnie na ręce i zanosisz mnie do swojego mieszkania. Przebierasz mnie z kompletnie mokrych ciuchów w swój dres i układasz w swoim łóżku. Pozwalasz mocno wtulić się w swój tors, po którym spływają moje łzy. Głaszczesz mnie po włosach, od czasu do czasu całujesz w czubek głowy. A ja napawam się Twoją obecnością tak, jakby to były ostatnie chwile mojego życia. Rozkoszuję się powietrzem, którym się ze mną dzielisz. Wdycham Twój zapach i płaczę coraz mocniej, bo wiem, ze już do mnie nie należysz. W końcu zasypiam. Zasypiam marząc, by ta chwila trwała wiecznie.

________________________________________________
Witam :)
Dziękuję Wam wszystkim za komentarze :) Nawet nie wiecie jak miło mi je czytać :D
Rozdział dedykuję mojej kochanej nulce :* 
Pozdrawiam Was wszystkie :) Buziaki :***
Paulik 

2012/08/21

Powietrze gęstnieje od Twojej obecności . . .


Unikałam Cię. Unikałam w każdy z możliwych sposobów. Nawet na mecze nie przychodziłam, kiedy Twoja drużyna grała na Podpromiu. A teraz stoję z drżącymi dłońmi i coraz głośniej bijącym sercem przed jednym z rzeszowskich domów. Zaraz Cię spotkam, Zbyszku.

Otwierają się drzwi, witam się z Iwoną. Z głębi domu słyszę jakąś anegdotę opowiadaną przez Krzyśka. I nagle serce mi zamiera, łzy napływają do oczu. To Twój śmiech. Najchętniej bym uciekła, ale dzielnie wchodzę do salonu. Nagle wszyscy milkną. Przecież wszyscy wiedzą ile dla siebie znaczyliśmy, przecież każdy zna tą historię. No, prawie każdy. Jest tu przecież też ona. Zapewne nie wie kim jestem i dlaczego wszyscy zamilkli. Witam się serdecznie z obecnymi. Kosa przytula mnie mocno, szepcząc krótkie ‘Trzymaj się’ do ucha, Piter serdecznie czochra mi włosy. Tobie rzucam krótkie ‘Cześć’ i odwracam głowę. Igła przedstawia mnie tej Twojej. A ja czuję jak powietrze gęstnieje od Twojej obecności.

Piję wódkę w nienaturalnym dla siebie tempie. Czuję jak parzy mnie w usta, rozchodzi się ciepłem po całym ciele. Może alkohol przyniesie mi  ukojenie. Wyciągam papierosa i zmierzam w kierunku tarasu zapalić. Stoję na zewnątrz i uspokajam moje emocje. Głęboko zaciągam się w płuca. Zamykam oczy i przypominam dzień w którym staliśmy tu wspólnie. Pamiętam jak mnie obejmowałeś i jak razem wpatrywaliśmy się wtedy w gwiazdy. Zapytałeś mnie wtedy, co zażyczyłabym sobie od spadającej gwiazdy. Bez wahania odpowiedziałam, że Ciebie, już na zawsze. Dzisiaj żałuję, że żadna gwiazda tamtego wieczoru nie spadła. Zapewne stałabym tu teraz, a wokół swojego ciała czułabym Twoje ramiona. A ja przecież od kilku godzin, przebywając w Twoim towarzystwie o niczym innym  nie marzę. Nie przeszkadza mi to, że w ignaczakowym domu siedzi teraz ona, bawiąc się Twoją dłonią. Tak bardzo o tym marzę…

Patrzę w niebo i zapewne jakaś spadająca gwiazda musiała mi umknąć niezauważona, bo poczułam Twój zapach i zacieśniające się wokół mojej talii ramiona. Poczułam spokój. Nagle mnie obróciłeś i poczułam Twoje usta na swoich. I nagle cały świat przestał istnieć, a ja poczułam się tak jakbym cofnęła się w czasie. Tak jakby to wszystko się nigdy nie wydarzyło. Poczułam, że nareszcie znalazłam się w odpowiednim miejscu. W twoich ramionach. Przywarłam do Ciebie mocniej, zatraciłam się w tych pełnych ustach, w tej pasji, z jaką mnie całowały.
-Tęskniłem, tak bardzo tęskniłem- usłyszałam, a moje serce nie pozostało temu obojętne.
-Cii…- i ponownie odnalazłam szczęście w Twoich pocałunkach.
Nie mam pojęcia ile tak staliśmy. Zatraciłam się zupełnie.  Nie wiedziałam jak się nazywam, gdzie jestem, nie miałam pojęcia dlaczego Cię straciłam. Wiedziałam tylko, że tak bardzo za tym tęskniłam. I nagle przypomniałam sobie, że tam, w salonie czeka na Ciebie ona… Odsunęłam się od Ciebie i zobaczyłam zdziwienie w tych zielonych oczach. Przejechałam jeszcze kciukiem po Twoich wargach i uciekłam do środka.

Piłam jeszcze szybciej i jeszcze więcej, jakbym chciała zmyć z ust smak Twoich pocałunków. Znowu wpatrywałam się w Twoją dłoń. Ona tak idealnie pasowała do mojego ciała! A teraz ta bezczelna… A teraz ta Twoja Asia się nią bawiła. Znowu kieliszek, i znowu. Dlaczego moje usta smakują Tobą! Znów kieliszek. Dlaczego ona Cię całuje! Znów kieliszek.
-Chyba powinnaś trochę  przystopować- słyszę Twój głos skierowany w moją stronę.
-A to niby dlaczego??
-Bo cię znam. Wiem, że powinnaś przystopować. Proszę, przestań..
-A kim ty Zbysiu niby jesteś, co? Kim ty do jasnej cholery niby jesteś, żebym miała cię posłuchać? Kazałeś mi kiedyś wypieprzać ze swojego życia, to ja ci dzisiaj mówię to samo.  Ja zniknęłam z twojego życia wyprowadzając się z naszego ursynowskiego mieszkania, więc od ciebie oczekuję tego samego.

Wzięłam torebkę i bez słowa wyszłam. Zostawiłam Cię tam z szeroko otwartymi ustami. I z tymi zielonymi patrzałkami, które wpatrywały się we mnie smutno. I z Asią, która chyba w końcu się dowiedziała kim dla Ciebie byłam. Wyszłam. Po raz kolejny wyszłam, a Ty za mną nie pobiegłeś.

__________________________________________________
Witam :) dziękuję Wam bardzo za komentarze :D
Rozdział dla Melody :)
Z góry przepraszam za literówki :)
Pozdrowienia z miasta siatkarskich Mistrzów Polski